niedziela, 13 lutego 2011
Walę tynki
Trochę mnie tu znowu nie było... brak mi systematyczności w prowadzeniu bloga. Zresztą nie tylko w tym brakuje mi systematyczności... Samochodem po moim 2,5 kilometrowym sukcesie przejechałam potem jeszcze ze 30 kilometrów (w obie strony) do wulkanizatora bo polecono mi dobrego i niedrogiego w miejscowości obok. Na drugi dzień spadł śnieg i wróciła panika. Ja wiem, że to głupie bać się jeździć... jeździłam potem ze 2 razy owszem ale za każdym razem na bardzo małych odcinkach i z przerażeniem w oczach. Teraz jest odwilż a ja nawet nie chcę myśleć o wsiadaniu za kierownicę... a oczekiwania domowników wobec jedynego posiadacza prawa jazdy (i samochodu) są wysokie i nikt nie rozumie, że naciski tylko zwiększają mój opór. Eh. Sylwester przeminął spokojnie. Styczeń też minął spokojnie i szybko - zbyt szybko. Na uczelni pewne zawieruchy - brak mi dwóch wpisów bo nagle okazało się, że muszę coś zrobić o czym wcześniej nie było mowy... Nic to - jakoś muszę sobie poradzić. Jutro Walentynki. Niby ich nie lubię, bo są zbyt komercyjne ale tak naprawdę zazdroszczę tym, którzy mają kogo obdarować pluszowym serduszkiem i mają przez kogo być obdarowani. Ja nigdy kogoś takiego nie miałam. I choć to prawda, że miłość nie potrzebuje święta do wyznań i prezentów, to jednak miło jest mieć kolejną okazję do świętowania i obdarowywania się podarkami. Może kiedyś będzie mi dane przeżyć Walentynki bez narzekania na samotność. Kto wie? A na koniec, żeby za słodko-pierdząco nie było, foto-komentarz do rzeczywistości - masa pieniędzy wystrzelona w powietrze w ciągu kilku minut a potem zostaje syf, którego nie ma komu posprzątać... ![]()
poniedziałek, 15 listopada 2010
O tym, że 2,5 kilometra może być uważane za sukces.
Bo aby te 2,5 km przejechać do warsztatu elektromechanika w celu załatwienia sprawy zepsutego nawiewu musiałam przełamać swój lęk przed ruchem ulicznym i wielopasmową jezdnią. Ktoś uzna, że to nic wielkiego. Ot małe 2,5 km. Pan Pikuś. Co do dla nich. Ale dla mnie to olbrzymi sukces. Kolejna cegiełka do budowy mocnych fundamentów wiary w siebie. Teraz trzeba będzie jeszcze z tego warsztatu wrócić... Ale wiem już, że jeśli się przełamię to mam wszystko co mi potrzeba, żeby sobie z tym zadaniem poradzić. :) Jestem z siebie dumna.
poniedziałek, 18 października 2010
O tym, że faceci są z innej planety
Zrobiłam prawo jazdy w styczniu. Jupi. Brawa, oklaski, fanfary. Dwa tygodnie temu kupiłam auto. Ponownie oklaski. Ukradli mi już kołpaki - co za dranie (w tle sali słychać złorzeczenia w kierunku złodziei). Ktoś mi na masce paluchem wybazgrał słowo na "ch" pomimo, że zaparkowałam prawidłowo(ponownie złorzeczenia w kierunku tajemniczego wielbiciela). A ponadto boję się jeździć od kiedy wiem, że obok nie ma instruktora, który jest w stanie odpowiednio i szybko zareagować. Kobiety twierdzą że najlepszym sposobem jest na początku jeżdżenie wtedy kiedy jest mały ruch i dokładne opracowanie trasy. Faceci twierdzą, że trzeba jeździć tak jak się jeździ i od początku kiedy jest największy ruch, bo inaczej nic z takiego kierowcy nie będzie. Jedni i drudzy mają rację. Bo kobieca droga to stopniowe podwyższanie poprzeczki a męska to chlust na głęboką wodę. Nie każdy jest w stanie przetrwać skok na głęboką wodę. Ja wolę drogę powolnego wspinania się na szczyt. A faceci są z innej planety bo przyznawaniem sobie nawzajem racji i nie biorąc pod uwagę delikatnych uczuć kobiecych są w stanie doprowadzić kobietę do porządnego doła i nawet tego nie widzą. Nie poddam się i będę jeździć po swojemu bo to mój samochód i dopóki przestrzegam przepisów i nikomu nie robię krzywdy to moja sprawa. Trzymajcie kciuki.
sobota, 17 lipca 2010
Pod Różą
Piękne oblicze może kryć wewnętrzną zgniliznę, śliczna okładka nudną książkę a g*no zamaskowane odświeżaczem powietrza dalej będzie "pachniało" g*nem. ![]()
piątek, 25 czerwca 2010
czwartek, 13 maja 2010
Karaoke
Czyli: "wycie do mikrofonu" albo "śpiewać każdy może (choć nie każdy powinien)". Tak szczerze powiedziawszy, to nie byłam zwolenniczką wydzierania się do mikrofonu. Naturalnie nie mam nic przeciwko, uważałam tylko że osoby którym słoń na krtań nadepnął publicznie "śpiewać" nie powinny (tak, tak - jest bardzo wyrazista różnica między brakiem słuchu muzycznego a brakiem głosu: otóż możesz nie mieć głosu do śpiewania ale możesz mieć słuch muzyczny i radzić sobie w grze na instrumentach [to znam z autopsji]
niedziela, 16 sierpnia 2009
Carozza Couchette
Słodko aż do wymiotów na temat PKP. Łyżka na to: "niemożliwe"? A jednak. Byłam na drugim krańcu naszego kraju i po 13 godzinnej podróży zawierającej 2 przesiadki i śmierdzące toalety w wagonach w pociągach pośpiesznych spółki Intercity, zdecydowałam się na bezpośredni 12 godzinny powrót kuszetką PKP spółki Intercity obsługiwaną przez WARS. I jak się okazało była to znakomita decyzja. Wagon z własnym konduktorem, który na początku odbiera bilety i potem budzi niedaleko stacji docelowej danego pasażera (pamięta wszystkich, a na zapamiętanie człowieka i jego numeru miejsca ma kilkanaście sekund). Czysto, dywany na korytarzu i w przedziałach. Toalety czyste i pachnące odświeżaczem powietrza! Oprócz tego osobno pomieszczenie z dodatkową umywalką. A na dokładkę można się wyspać w czystej pościeli. Poza tym udało się znaleźć w przedziale bez rozwrzeszczanych bachorów (w podróży "tam" dwa razy trafiłam na przedziały z żywotnymi dziećmi - można dostać kociokwiku), tak więc było cicho i spokojnie. Lepszym ale i droższym wyborem byłby chyba tylko wagon sypialny. Dopłata do kuszetki wynosi ok 50zł dla dorosłego i ok 40zł dla studenta. Gdy kupuje się więcej biletów (rodzinnie np) dopłata jest tańsza. I zapewniam, że taka podróż warta jest swojej ceny. Korytarz ![]() Zamykany przedział ![]() Czytelna instrukcja ![]() Wnętrze ![]() Czysta toaleta ![]() Nie brak papierowych ręczników i mydła nawet pod koniec podróży ![]() Papieru toaletowego także nie brak ![]() Dodatkowa umywalka, w której także nie brak ręczników i mydła nawet pod koniec podróży ![]() Spółce PKP Intercity (a właściwie WARS) należy się pochwała.
poniedziałek, 07 lipca 2008
3
Dostałam gadżety z bloxa: - do pooglądania - do posłuchania - do pisania - do wieszania - do jedzenia! O!
poniedziałek, 30 czerwca 2008
2
Napisali, że mają upominki dla "zdalniepiszących" w Maratonie. Hihi. Czyżby to dotyczyło też mnie? Mam nadzieję, że tak planowali i to nie wpływ mojej poprzedniej notki. W każdym razie jest fajnie. O.
niedziela, 29 czerwca 2008
1
Maraton blogerów się skończył. Nagrody nie dali bo pisałam zdalnie. A nieładnie bo wstrzeliłam się w magiczną godzinę 10.00 jako 3cia z kolei czyli należy się przynajmniej jakiś uścisk dłoni czy "cuś". Kryminalni się skończyli i nie będę mogła dopytywać znajomych czy Basia i Marek są w końcu razem czy nie, bo widziałam zakończenie. Studia też niedługo się skończą i trzeba iść na kolejne. Innymi słowy lipa i melisa w nadmiarze. To przynajmniej jakąś notkę sobie dodam. |
Archiwum
Zakładki:
|